Aktualności
Historia
308 Wirtualny
Kantyna
Linki
Szukaj
Pod koniec stycznia 1945 roku do okupowanego od pierwszych dni wojny Śląska Cieszyńskiego wielkimi krokami zbliżała się nacierająca ze wschodu Armia Czerwona. Wydawało się, że zimowa ofensywa wojsk 4 Frontu Ukraińskiego złamie opór broniących przedpole Bramy Morawskiej oddziałów niemieckich Grupy Armii "Środek" i wojska radzieckie szybko zajmą niezwykle ważne dla produkcji zbrojeniowej III Rzeszy Zagłębie Karwińsko-Ostrawskie. Stało się jednak inaczej i niemiecka okupacja zakończyła się w Cieszynie dopiero 3 maja 1945 roku.
Dlaczego u schyłku wojny doszło do załamania właśnie tego natarcia? Cofnijmy się do lata 1944 roku. 30 lipca STAWKA, Kwatera Główna Armii Czerwonej, wydała dyrektywę o ponownym utworzeniu 4 Frontu Ukraińskiego (20 października 1943 roku w 4 Front Ukraiński przekształcono Front Południowy; istniał on do 31 maja 1944 roku). Na jego czele stanął gen. płk Iwan J. Pietrow (od 26 października 1944 roku gen. armii), doświadczony oficer, który wcześniej walczył na Krymie. Na utworzeniu tego frontu zależało generałowi Koniewowi, dowódcy 1 Frontu Ukraińskiego, który obawiał się, że jego wojska nie podołają prowadzeniu równoczesnej ofensywy w kierunku południowym i zachodnim.
Od 8 września do 28 października 1944 roku 4 Front Ukraiński, wspólnie z 1 Frontem Ukraińskim, brał udział na terenie Ukrainy Zakarpackiej, południowej Polski i Słowacji we wschodnio-karpackiej operacji strategicznej, której jednym z najbardziej znanych epizodów były krwawe walki o Przełęcz Dukielską, w których uczestniczyli także żołnierze utworzonego w ZSRR 1 Czechosłowackiego Korpusu Armijnego. W ramach zaplanowanej na styczeń 1945 roku zachodnio-karpackiej operacji strategicznej front miał zająć północne Karpaty i Pogórze Karpackie, aby następnie uderzyć na położone na lewym brzegu Olzy, czyli w czeskiej części Śląska, Zagłębie Karwińsko-Ostrawskie.
Na początku 1945 r. 4 Front Ukraiński tworzyły trzy armie: 38 Armia gen. płk. Kiryła S. Moskalenki, 1 Armia Gwardii gen. płk. Andrieja A. Greczki oraz 18 Armia gen. lejt. A. I. Gastiłowicza (naczelnym "politrukiem" tej armii był gen. mjr Leonid I. Breżniew, późniejszy sekretarz generalny KC KPZR), wspierane z powietrza przez 8 Armię Lotniczą (553 samoloty myśliwskie i szturmowe) gen. lejt. Wasilija N. Żdanowa. Front liczył dwanaście dywizji piechoty w pięciu korpusach. Jednak stan dywizji nie przekraczał 3 tysięcy ludzi. Wojskom tym nie przydzielono odwodów Naczelnego Dowództwa, posiadano stosunkowo niewiele broni pancernej. Zadaniem frontu było zapewnienie połączenia pomiędzy uderzającym z Polski na Berlin centralnym zgrupowaniem Armii Czerwonej (1 Front Białoruski i 1 Front Ukraiński) a zgrupowaniem południowym (2 i 3 Front Ukraiński). Teren, w którym musiano prowadzić natarcie, był górzysty i pokryty lasami. Zaplanowano nacierać w tempie 33 km na dobę.
Wojska 4 Frontu Ukraińskiego działania ofensywne rozpoczęły 12 stycznia 1945 r., kiedy jako pierwsza, na terenie Słowacji, rozpoczęła natarcie 18 Armia. Następnie, 15 stycznia, działania na terenie Polski z rejonu Jasła podjęła 38 Armia. Jako ostatnia, 18 stycznia 1945 roku, do operacji zachodnio-karpackiej z okolic Preszowa na Słowacji przystąpiła 1 Armia Gwardii. Niemiecka obrona pękła. 20 stycznia wojska radzieckie zajęły Nowy Sącz, 24 - Kalwarię Zebrzydowską, 25 - Andrychów, 27 - Wadowice. 29 stycznia dowódca frontu rozkazał zatrzymać ofensywę na rubieży rzeki Białej. Na lewym skrzydle jego wojsk powstała luka, ponieważ nacierająca w górskim terenie 1 Armii Gwardii pozostała około 80 km z tyłu.

Natarcie wojsk 4 Frontu Ukraińskiego.

Po dwóch tygodniach walk z ofensywą 4 Frontu Ukraińskiego Niemcy swoje straty bezpowrotne oceniali na 20 proc. Z pozostałych im sił aż 36 proc. posiadało znikomą wartość. Niemieckie dowództwo w pośpiechu wzmacniało zagrożony front, za którego utrzymanie odpowiadały jednostki Grupy Armijnej "Heinrici" gen. Gottharda Heinriciego (od 22 marca 1945 1 Armia Pancerna) i 17 Armii Polowej, wchodzące w skład Grupy Armii "A" (25 stycznia 1945 r. przemianowanej na Grupę Armii "Środek" (niem. "Mitte"). Z Górnego Śląska przesunięto na ten odcinek m.in. oddziały z 8, 16 i 20 Dywizji Pancernej. Kopalnie, huty i zakłady przemysłowe zaolziańskiej części Śląska Cieszyńskiego miały duże znaczenie dla przegrywającej wojnę III Rzeszy, gdyż na początku ostatniego roku wojny stanowiły aż 40 proc. jej potencjału przemysłowego. Zdając sobie sprawę, że ten rejon przemysłowy będzie kolejnym celem radzieckiej ofensywy, Niemcy już w sierpniu 1944 r. przystąpili do budowy pasa umocnień Śląska Cieszyńskiego. Pierwszym umocnionym punktem oporu na tym terenie miało być Bielsko (niem. Bielitz).
Także dowództwo radzieckie dokonało przegrupowania swoich sił. 1 Armia Gwardii przeszła ze Słowacji na polską stronę Karpat i przejęła część pasa natarcia 38 Armii gen. Moskalenki. Z Beskidu Sądeckiego miała nacierać w kierunku Żywca, a następnie Cieszyna. Zadaniem wojsk 38 Armii było dokonanie wyłomu w Zabrzegu w celu zajęcia Strumienia (niem. Schwarzwasser), wyjścia na rubież Drogomyśl - Ochaby i kontynuowania natarcia w kierunku Morawskiej Ostrawy. Działania 4 Frontu Ukraińskiego miały służyć także zabezpieczeniu od południa natarcia wojsk 1 Frontu Ukraińskiego, uczestniczących w operacji dolnośląskiej. Sowieci dysponowali 70 tys. żołnierzy, których wspierało około 160 czołgów i 75 dział samobieżnych. W dziewięciu niemieckich dywizjach, które miały zatrzymać atak, było dwukrotnie mniej ludzi.
Radzieckie natarcie rozpoczęło się rankiem 1 lutego. 38 Armia rozszerzyła uchwycone wcześniej przyczółki na drugim brzegu Białej i Soły. Na lewym skrzydle, na północ i wschód od Bielska, Niemcy prowadzili nieustanne kontrataki. Zaciekłe walki o przełamanie niemieckiej obrony rozgorzały wokół Dziedzic i Czechowic, które opanowano niemal w całości 7 lutego. W rejonie Jasienicy w linie obronne 544 Dywizji Grenadierów Ludowych i 75 Dywizji Piechoty wbił się klin pancerny 42 Samodzielnej Brygady Pancernej Gwardii i 1666 Pułku Dział Pancernych ze składu 38 Armii. Rosjanie przecięli szosę i linię kolejową do Cieszyna, odcinając w ten sposób bielskiemu garnizonowi ostatnią drogę odwrotu. Niemcy nie rezygnowali w otwarciu okrążenia, wykonując w dniach od 3 do 9 lutego ponad sto kontrataków i okrążając pancerną szpicę wojsk radzieckich. W walkach o Bielsko i Białą Rosjanie zaangażowali osiem dywizji liczących 25 tys. ludzi. Niemcy przeciwstawili im 20 tys. żołnierzy z 544 Dywizji Grenadierów Ludowych i 3 Dywizji Strzelców Górskich. 10 lutego siły radzieckie wzmocnił odwodowy 95 Korpus Piechoty i 2 Dywizja Powietrzno-Desantowa Gwardii. Do walk w mieście włączył się także 11 Korpus Piechoty z 1 Armii Gwardii. 12 lutego, mimo zaciętego oporu, Bielsko, a także Mazańcowice i Jasienica były już w radzieckich rękach. W walkach zginęło blisko 10.700 radzieckich żołnierzy. Po krótkim pościgu zmęczone walką oddziały radzieckie zatrzymały się na wschód od Skoczowa.
Punkt ciężkości dalszych ataków przeniósł się do "Żabiego Kraju". Z rejonu Goczałkowic, Zabrzegu i Czechowic zamierzano atakować w kierunku Chybia, Strumienia, Drogomyśla i dalej Cieszyna. W celu wykorzystania spodziewanego przełamania frontu zamierzano wprowadzić do walki na kierunku cieszyńskim czołgi czechosłowackiej Samodzielnej Brygady Pancernej, która w tym czasie przybyła w rejon Bielska. Strumień, leżący na podejściach do Zagłębia Karwińsko-Ostrawskiego, Niemcy zamienili w punkt oporu. Na rozkaz Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych OKH jego obronę wzmocniono 253 Dywizją Piechoty i 3 Dywizją Górską, które ściągnięto z terenów górskich Beskidu Śląskiego, gdzie radzieckie natarcie się zatrzymało.
10 lutego ruszył radziecki atak na Zabrzeg i broniące ten obszar 78 Ludową Dywizję Szturmową i 75 Dywizję Piechoty. Zastosowany przez Rosjan manewr oskrzydlający zmusił Niemców do odwrotu, który szybko zmienił się w ucieczkę w kierunku Mnicha i Strumienia. W tym czasie żołnierze radzieccy, wśród których przeważali mieszkańcy azjatyckich republik ZSRR, przystąpili do plądrowania, rabunków i gwałtów na miejscowej, w przeważającej części polskiej ludności. "Wyzwoliciele" byli przekonani, że są to tereny niemieckie, bo leżą za Białą i należą do Rzeszy. Dlatego zachowywali się podobnie jak ich towarzysze w Prusach Wschodnich i na terenach rdzennie niemieckich.
11 lutego oddziały niemieckie kontratakowały w rejonie dworca kolejowego w Chybiu, Rosjanom udało się zaś uchwycić kilka przyczółków za Wisłą w rejonie Zarzecza. Radziecki ostrzał artyleryjski Strumienia, w którym brały także udział wyrzutnie rakietowe "katiusza" (zwane przez Niemców "organami Stalina"), rozpoczął się po południu 11 lutego. Tego samego dnia dwa radzieckie pułki piechoty ze składu 183 Dywizji Piechoty wkroczyły do miasteczka na lewym brzegu Wisły. W kierunku na rubież Zbytków, Podlesie, Rychułd nacierała 140 Dywizja Piechoty, której czoło ataku doszło przez Bąków aż do dworca kolejowego w Pruchnej. Niemcy szybko zareagowali na groźbę przełamania obrony. Do kontrataków przeciw 140 Dywizji rzucono m.in. 18 batalion saperów i 18 dywizjon niszczycieli czołgów (20 dział pancernych StuG IV plus 8 haubic samobieżnych "Wespe" 105 mm) 18 Ochotniczej Dywizji Grenadierów Pancernych "Horst Wessel" Waffen-SS oraz dwa pułki z 544 Dywizji Grenadierów Ludowych. Rosjanie zostali zmuszeni do odwrotu.

Operacja morawsko-ostrawska 10.03.1945 - 05.05.1945.

Rankiem 12 lutego niemiecki kontratak ruszył na zajęty przez Rosjan Strumień. Niemcy odbili Zabłocie i Baków, gdzie ciężkie straty poniosła radziecka 140 Dywizja Piechoty. Krwawe walki w Strumieniu trwały 13 i 14 lutego. Dworzec kolejowy przechodził z rąk do rąk. 13 lutego Rosjanie atakowali w rejonie Zabłocia, następnego dnia od strony Bąkowa w kierunku Drogomyśla.
15 lutego Strumień przeżył nalot niemieckiego lotnictwa. Celem ataku był miejscowy kościół św. Barbary, którego wieża stanowiła doskonały punkt obserwacyjny. Jedna z bomb uderzyła w pobliskie probostwo. W piwnicy zasypanego budynku zginęło 19 osób, w tym dwaj księża: ks. prob. Alojzy Gałuszka oraz pochodzący z Hażlacha, współpracujący z Armią Krajową ks. wikary Emil Skudrzyk (brat mojej babki, Heleny Kasztura z d. Skudrzyk - GK). Wobec silnego oporu Rosjan, wieczorem 15 lutego oddziały niemieckie wycofały się w kierunku Zbytkowa. W walkach o miasto zginęło 900 radzieckich żołnierzy oraz około stu jego mieszkańców. Ogólny bilans walk w rejonie Strumienia to 2 tys. poległych po stronie niemieckiej i 4 tys. po stronie radzieckiej. Niemiecka 78 Ludowa Dywizja Szturmowa poniosła tak duże straty w ludziach i sprzęcie, że musiała zostać wycofana na tyły. Niemieckie straty podczas lutowych walk z samą tylko 38 Armią strona radziecka szacowała na około 35 tysięcy rannych i zabitych, 5610 wziętych do niewoli. Miano zniszczyć Niemcom 127 czołgów, 108 dział pancernych, 85 transporterów opancerzonych, 234 działa polowe, 234 moździerze, 1545 karabinów maszynowych i 2700 samochodów.
18 lutego 38 Armia przeszła do obrony. Główny cel rozpoczętego 1 lutego natarcia nie został osiągnięty. Pokonano tylko jedną trzecią drogi do zaolziańskiego zagłębia. W połowie lutego 1945 r. linia frontu przebiegała od Pawłowic, poprzez Zbytków, Bąków, Drogomyśl i Mnich w kierunku Pierśćca i Pogórza, dalej przez Jaworze i Górki do Brennej.
Styczniowe i lutowe walki były bardzo zacięte i strona atakująca ponosiła w nich ciężkie straty. Trudno jednak znaleźć w dostępnej literaturze radzieckiej opisy takich sytuacji. Książki radzieckich generałów obfitują za to w inne treści: "Osobisty przykład oraz awangardowa rola członków partii i pracowników politycznych w toczących się walkach nie tylko inspirowały żołnierzy do wielkich czynów orężnych, lecz także zaszczepiały w ich umysłach gorące pragnienie wejścia w szeregi partii komunistycznej" (t. X "Historii II wojny światowej" pod przewod. D.F. Ustinowa, wyd. oryg. Moskwa 1979).
Działania zamarły do połowy marca. 4 Front Ukraiński przygotowywał się w tym czasie do ponownego podjęcia operacji, której pierwszym celem miało być Zagłębie Karwińsko-Ostrawskie, a następnie rozwinięcie natarcia w kierunku stolicy Czechosłowacji. 10 marca rozpoczęło się 70-minutowe przygotowanie artyleryjskie natarcia. Koncentracja artylerii na odcinku przełamania wynosiła 222 lufy na 1 km frontu. Jednak cios trafił w próżnię. Dzięki informacjom wywiadu Niemcy znali datę i miejsce uderzenia, i na czas ostrzału wycofali z pierwszej linii swoje oddziały. Śnieżna pogoda uniemożliwiła wykorzystanie lotnictwa. Walki nabrały przewlekłego charakteru. Dzienne tempo natarcia nie przekraczało 1-2 km. Niemcy wzmocnili obronę dwiema dywizjami pancernymi (8 i 16) i 4 Dywizją Strzelców Górskich. Po 8 dniach walk wojska 38 i 1 armii na odcinku szerokości 15 km posunęły się do przodu zaledwie o 6-12 km.
W pasie natarcia 1 Armii 167 Dywizja Piechoty wdarła się na północny skraj Drogomyśla, zaś jeden pułk z marszu sforsował Wisłę i zdobył przyczółek na południowy wschód od Bąkowa. Wkrótce na zachodnim brzegu Wisły znalazł się kolejny pułk. O południową część Drogomyśla walczyła 129 Dywizja Piechoty Gwardii. Uzbek, st. lejt. gwardii A. Saidbekow, dowodził 8 kompanią piechoty 325 pułku piechoty gwardii. Za wyprowadzenie swoich żołnierzy z okrążenia otrzymał tytuł Bohatera Związku Radzieckiego.
17 marca natarcie 4 Frontu Ukraińskiego utknęło. W tym czasie nacierająca na prawym skrzydle 60 armia 1 Frontu Ukraińskiego walczyła już w rejonie Raciborza. Jej sukcesy stworzyły warunki do wykonania głównego uderzenia na Ostrawę z innego kierunku. Rada Wojenna frontu zaakceptowała koncepcję obejścia umocnień przeciwnika od północnego zachodu i uderzenia na Ostrawę od północy przez Żory i Wodzisław Śląski.
Front wznowił natarcie 24 marca, chociaż już dwa dni wcześniej zaatakowała 1 Armia Gwardii, aby z kierunku głównego uderzenia odciągnąć część sił niemieckich broniących się przed oddziałami prawoskrzydłowej 38 Armii. 24 marca armia gen. Moskalenki zdobyła Żory, dzień później Wodzisław. W okolicach tego miasta weszła do walki czechosłowacka 1 Samodzielna Brygada Pancerna. W powietrzu operowała zaś czechosłowacka 1 Mieszana Dywizja Lotnicza, składająca się z pułku myśliwskiego wyposażonego w Ła-5FN oraz pułku szturmowego na Iłach-2, która stacjonowała na lotnisku polowym Poręba, 6 km na zachód od Pszczyny. Ostatni lot bojowy w II wojnie światowej czeskie Iły wykonały 2 maja. Celem nalotu był dworzec kolejowy w Cieszynie, gdzie zniszczono skład amunicji, parowozownię i 35 wagonów.
26 marca radzieckie najwyższe dowództwo odwołało dowódcę 4 Frontu Ukraińskiego, kilka dni później jego szefa sztabu. Wcześniej gen. Pietrow otrzymał na piśmie upomnienie podpisane m.in. przez Stalina, który nie był zadowolony z operacji prowadzonych przez 4 Front Ukraiński i sposobu dowodzenia. Podczas rozpoczętego 10 marca natarcia większa część sztabu Frontu znajdowała się 130 km z tyłu. Na czele frontu stanął gen. Andriej I. Jeriemienko. Jego wojska zasiliła 60 armia ze składu 1 Frontu Ukraińskiego. 2 kwietnia oddziały radzieckie przekroczyły Odrę, jednak tempo działań osłabło. Działania odciążające prowadziły także dwie pozostałe armie frontu. Niemcy jednak mocno trzymali się w górskim terenie. Dopiero 5 kwietnia nacierająca na lewym skrzydle frontu 1 Armia Gwardii zdobyła Żywiec. Gwardziści nacierali w kierunku Frysztatu i Karwiny z zamiarem obejścia Ostrawy od południa. Ataki z marszu zostały zatrzymane. Nie bacząc na straty Niemcy kontratakowali na styku 38 i 1 armii, ale zostali zatrzymani. Posiłki ściągali z Górnego i Dolnego Śląska, zgadzając się nawet na osłabienie sił walczących z 1 Frontem Ukraińskim, co świadczy o ich determinacji w obronie Bramy Morawskiej i zatrzymaniu dalszego uderzenia Armii Czerwonej w kierunku Pragi.
W połowie kwietnia linia frontu na Śląsku Cieszyńskim przebiegała od strony Moszczenicy koło Jastrzębia Zdroju przez Zebrzydowice, Kończyce Wielkie, Ochaby i wzdłuż Wisły przez Skoczów. Wojska radzieckie miały przewagę w sile żywej i sprzęcie. 4 Front Ukraiński ruszył do przodu 15 kwietnia, w przededniu operacji berlińskiej. Oprócz zdobycia Ostrawy, celem działań było także odcięcie wojskom niemieckim dróg odwrotu ze Słowacji i Moraw. W rejonie Ołomuńca miało nastąpić połączenie z nacierającymi od południa z kierunku Brna siłami 2 Frontu Ukraińskiego.
Niemcy zgromadzili trzynaście dywizji piechoty, pięć dywizji pancernych i stawiali zacięty opór. Generał lejtnant Becker, dowódca 253 Dywizji Piechoty, w przemówieniu do żołnierzy miał powiedzieć: "Ziemia morawsko-ostrawska to w chwili obecnej 80 proc. całego naszego przemysłu. Jeśli oddacie Morawską Ostrawę - oddacie Niemcy". Wehrmacht bronił się twardo, często kontratakował, jednak 22 kwietnia padła Opava, zaś 30 kwietnia 1 Armia Gwardii i 38 Armia Ogólnowojskowa zdobyły wreszcie Ostrawę.
W tym czasie na Śląsku Cieszyńskim strona radziecka nie prowadziła akcji zaczepnych. Na odcinku 1 Armii Gwardii linia frontu przebiegała w sposób dosyć skomplikowany. Kiedy ruszyła ostatnia, kwietniowa ofensywa, armia ta musiała nacierać jednocześnie na wschód, południe i zachód. 2 maja postępujące naprzód oddziały radzieckie odcięły wszystkie drogi odwrotu karwińsko-cieszyńskiego zgrupowania nieprzyjaciela. 67 Korpus Piechoty opanował Frysztat. 3 maja 81 Dywizja Piechoty z tego korpusu zastosowała manewr obejścia i od północnego zachodu dotarła do Cieszyna, co zakończyło trwającą od 1 września 1939 roku niemiecką okupację. 237 Dywizja Piechoty zajęła Trzyniec, obeszła Cieszyn od południowego wschodu i zagroziła odcięciem drogi odwrotu na południe, co przyspieszyło wycofywanie się Niemców. 127 Lekki Korpus Piechoty Górskiej zdobył Frydek, ważny węzeł dróg. Nacierający od północy 95 Korpus Piechoty zajął Karwinę oraz Orłową. Od 4 maja resztki karwińsko-cieszyńskiego zgrupowania w szybkim tempie wycofywały się w kierunku Hranicy, Ołomuńca i Prostejova.
Operacja morawsko-ostrawska zakończyła się 5 maja, kiedy 60 Armia znalazła się na przedpolach Sternberku, 38 Armia na południe od Fulneku, 1 Armia Gwardii w rejonie Přiboru, a 18 Armia osiągnęła linię Roznov, Vsetin.
W okresie od połowy stycznia do początku maja 1945 r. nacierające wojska 4 Frontu Ukraińskiego poniosły ciężkie straty. Wyniosły one:
- zachodnio-karpacka operacja strategiczna: 58.152 żołnierzy, w tym 12.316 zabitych i 45.836 rannych, co daje 1530 ludzi na 1 dzień operacji
- operacja morawsko-ostrawska: 112.621 żołnierzy, w tym 23.964 zabitych i 88.657 rannych, co daje 1976 ludzi na 1 dzień operacji.
Czas wrócić do postawionego na początku pytania: dlaczego dopiero trzecie natarcie (po wcześniejszych niepowodzeniach z początku lutego i połowy marca), rozpoczęte 15 kwietnia, pozwoliło Sowietom na zdobycie Ostrawy po dwóch tygodniach ciężkich walk? Odpowiedź trudno znaleźć w memuarach generałów Greczki, Moskalenki i Sandałowa. Pierwszym sygnałem, wskazującym na złe prowadzenie natarcia, jest wzmianka o problemach ze wsparciem artyleryjskim nacierającej piechoty. Pisze o tym w swojej książce "Lata odwetu 1943-1945" (II wydanie, Moskwa 1985) ostatni dowódca frontu gen. Jeriemienko, kiedy opisuje zarządzone przez siebie ćwiczenia, poprzedzające natarcie w dniu 15 kwietnia. Podkreśla on, że artyleria 38 armii nie przeniosła ognia na kolejne transzeje obrony, z chwilą kiedy piechota zajęła pierwszą transzeję. "Przy takim "współdziałaniu" - zauważa gen. Jeriemienko - piechota niewątpliwie nie osiągnie sukcesu i poniesie straty podczas atakowania kolejnych transzei".
Tyle oficjalne wspomnienia gen. Jeriemienki z przebiegu operacji morawsko-ostrawskiej, podczas której dzienne straty atakujących wojsk dochodziły do 2 tys. ludzi! Okazuje się jednak, że właśnie ten generał (współautor sukcesu pod Stalingradem, jedyny sowiecki dowódca, którego Stalin odwiedził podczas wojny, w lutym 1942 r., w szpitalu oraz w sierpniu 1943 r. bezpośrednio na froncie) prowadził podczas wojny, wbrew surowym zakazom, tajny, osobisty dziennik, w którym bardzo krytycznie pisał o dowódcach podlegających mu armii, korpusów i innych oddziałów 4 Frontu Ukraińskiego. Jeriemienko poświęcił operacji morawsko-ostrawskiej aż 4 zeszyty swoich prowadzonych po kryjomu wspomnień. Należy żałować, że do tej pory - wbrew początkowym zapowiedziom - nie zostały one opublikowane. Jak bowiem pisze rosyjski dziennikarz, płk Aleksander Pronin: "Zwycięstwo na froncie przyniosło radzieckiemu żołnierzowi niewybaczalny przelew krwi. Dziennik Jeriemienki z lat 1944-1945 nie pozostawia wątpliwości, że głównym winowajcą nieuzasadnienie wysokich strat w końcowym okresie wojny, z reguły, okazywali się generałowie lub oficerowie, nie umiejący należycie organizować walkę, wykorzystać wszystkie środki do przygniecenia obrony wroga, którzy nie przyswoili sobie utrzymywania współdziałania z innymi rodzajami wojsk, przejawiający opieszałość, nieumiejętność kierowania, chaotyczność. Typowym na to przykładem jest operacja morawsko-ostrawska". Dziennikarz rosyjskiego "Niezależnego Przeglądu Wojskowego" podkreśla, że olbrzymie straty wojsk radzieckich są tym bardziej przygniatające, jeśli uwzględni się absolutną przewagę Rosjan nad Niemcami, która tylko w artylerii była 10-, a nawet 15-krotna!

Artykuł A. Pronina zawiera kilka fragmentów dzienników Jeriemienki dotyczących interesującej nas operacji, które pozwalam sobie poniżej w całości przytoczyć:

"10 kwietnia 1945 roku. Rano byłem w rejonie Tworkowa (niem. Tunskirch, wcześniej Tworkau - G.K.), gdzie zaczęła operować 1 Armia Gwardyjska (pod dowództwem Greczki - A.P.). Najpierw pojechałem na Punkt Obserwacyjny dowódcy pułku artylerii haubic, pułkownika Abuszewa. Swój PO on ustanowił, czy to z tchórzostwa, czy z braku umiejętności, w domu, z którego przedni skraj obrony w ogóle nie jest widoczny. To oburzające... Zbesztawszy artylerzystów, rozkazałem im natychmiast zmienić PO. Zawstydziłem także dowódcę 107 Korpusu za to, że nie jest prowadzony ostrzał pozycji przeciwnika, a jeśli jest prowadzony, to na ślepo, bo z PO artylerzyści niczego nie widzą, a wysuniętych PO nie ma. Dowodzący artylerią Kariofilli okropnie zaniedbał kierowanie podległymi mu oddziałami. Jest on złym organizatorem i jak mi się wydaje, tchórzem...
16 kwietnia 1945 roku... Godzina 9.30. Zarządziłem, żeby szef zarządu operacyjnego pokazał mi mapę z położeniem oddziałów według godzin. Na mapie tego nie było. Nie naniesiono także położenia oddziałów przed rozpoczęciem dzisiejszego ataku. Szef zarządu operacyjnego (gen. Korowikow - A.P.) nie wiedział dokładnie, gdzie znajdowały się dywizje. Mocno zganiłem towarzysza Korowikowa. Udzieliłem mu nagany za takie nieodpowiedzialne pełnienie obowiązków i uprzedziłem, że jeśli to się powtórzy, zostanie zdjęty ze stanowiska. Rozmawiałem z Greczko. Zrugałem go... U Greczki oddziały artylerii nie uczestniczą w walce z czołgami przeciwnika. Bardzo źle jest zorganizowane kierowanie ogniem, współdziałanie piechoty i artylerii. Rozkazałem Greczce pojechać do korpusów i organizować jak należy walkę, wysłać oficerów operacyjnych do dywizji...
17 kwietnia 1945 roku... Ofensywa artyleryjska w 1 Armii Gwardyjskiej organizowana źle... Wezwałem dowódcę artylerii, rozmawiałem z nim, jak komasować ogień. Przecież piechota ocieka krwią, a artyleria z powodu niezorganizowania i nieodpowiedzialności dowódców formacji artyleryjskich nie może udzielić jej wydatnej pomocy... Pogadałem z dowódcą towarzyszem Greczko sam na sam, tak otwarcie. Wprost mu powiedziałem, że wypuścił z rąk kierowanie wojskami i wygląda to jak zmokła kura: sztaby nie funkcjonują, dowódcy korpusów i dywizji nie widzą pola walki, artyleria milczy, jej punkty obserwacyjne dalej z tyłu niż PO armii... Zażądałem od Greczki uporządkowania kierowania wojskami, dodając, że w przeciwnym razie będę zmuszony zameldować Najwyższemu Głównodowodzącemu o złym dowodzeniu armią ...
29 kwietnia 1945 roku, PO 1 Armii Gwardyjskiej. Wezwałem do telefonu szefa sztabu 127 Korpusu Piechoty. Zapytałem go, jaką rubież osiągnęły pierwszorzutowe jednostki korpusu. On nie wie. Dokąd doszedł sąsiad na prawym skrzydle - także nie wie. Po prostu niczego nie wie.. Wezwałem inżyniera armii. Ustaliłem, że nie prowadzi rozpoznania inżynieryjnego, nie wie, gdzie są naprawione mosty, a gdzie - nie, i w ogóle, czy są mosty na przeprawach, zajętych wczoraj... Zadysponowałem wezwać chemika armii, żeby dowiedzieć się, jak są wykorzystywane zasłony dymne. Kierunek wiatru dla stawiania zasłon jest sprzyjający. Chemik na PO się nie pojawił... Wzgórze, z którego przeciwnik prowadzi ogień i przeciwstawia się naszemu natarciu, oczywiście, należało zakryć zasłoną, ale dowództwo armii się tego nie domyśliło... W celu złożenia meldunku przybyło dwóch oficerów operacyjnych. Referują wyniki wyjazdu na przeprawy i do pierwszorzutowych oddziałów. Plączą się, zapomnieli mapę, niczego nie mogli zreferować...
30 kwietnia 1945 roku... Rozmawiałem z Batiunim (szefem sztabu 1 Armii Gwardyjskiej - A.P.). Zarzuciłem mu, że artyleria po staremu nie dotrzymuje kroku formacjom piechoty. Sztab i dowództwo 1 Armii Gwardyjskiej strasznie nieruchawe. Sam Batiunia nadmiernie spokojny i powolny w pracy, mało wymagający i niedostatecznie kontroluje. Greczko - z małym doświadczeniem i miękki".
Jak pisze dalej A. Pronin: "Każdy dzień operacji morawsko-ostrawskiej jest oznaczony w dzienniku Jeriemienki podobnymi zapisami. Niepochlebnie wyraża się także o dowodzącym 60 Armią Pawle Kuroczkinie, który nie wiedział jak wykorzystać przekazane mu bataliony miotaczy płomieni i wysłał ich żołnierzy do naprawiania mostów na tyłach armii, zamiast przydzielić je wojskom przełamującym ufortyfikowaną obronę w celu niszczenia stałych punktów ogniowych wroga. Krytykuje dowodzącego 8 Armią Lotniczą gen lejt. Rubanowa (gen. mjr Stiepan U. Rubanow do 29 kwietnia 1945 r. dowodził 8 Lwowskim Korpusem Lotnictwa Szturmowego, dowódcą 8 AL od sierpnia 1944 r. był gen. lejt. W.N. Żdanow - G.K.), przymykającego oko na "złą pracę lotnictwa": ataki bombowe wykonywano niecelnie, tylko z jednego podejścia, "kiedy trzeba było utworzyć krąg i atakować cele jeden za drugim po trzy-cztery razy". Mówi o upomnianych przez niego osobiście dowódcach dywizji i korpusów, unikających dowodzenia wojskami pierwszego rzutu i już świętujących zakończenie walk. Oczywiście, takie fakty to nie jest cała prawda o końcowych miesiącach wojny. Były i udane decyzje dowódców, i masowe bohaterstwo żołnierzy. Jeriemienko jednocześnie pisze o tym nie mało. Lecz co najważniejsze - notatki marszałka (od 1955 r. - G.K.) pomagają zrozumieć, dlaczego cena Zwycięstwa okazała się tak ogromna".  
GRZEGORZ KASZTURA

BIBLIOGRAFIA:
Praca W. Kiełkowskiego "Wyzwolenie Śląska Cieszyńskiego", Uniwersytet Śląski w Katowicach
t. X "Historii II wojny światowej" pod przewod. D.F. Ustinowa, wyd. oryg. Moskwa 1979
A. Greczko "Przez Karpaty", Warszawa 1971
K. Moskalenko "Uderzenie za uderzeniem", Warszawa 1974
L.M. Sandałow "Po przełomie", wyd. ros. Moskwa 1983
A.I. Jeriemienko "Lata odwetu. 1943-1945", II wydanie ros. Moskwa 1985
A. Pronin "Prawda z okopów marszałka Jeriemienki" w: rosyjskim "Niezależnym Przeglądzie Wojskowym" z 28.04.2000.